Ostatnio coraz więcej interesuję się oprogramowaniem GIS z rodziny Open Source (przede wszystkim QGIS), co widać w tematyce ostatnich wpisów. Coraz mniej ESRI, coraz więcej OS. A jeszcze więcej w planach.
W związku z tym, że większość dokumentacji, tutoriali, poradników i przykładów jest przygotowana dla systemu operacyjnego Linux, postanowiłem wypróbować ten system. Sam się dziwię, że dopiero teraz. Pewnie dlatego, że Windows (aktualnie Vista) w zupełności zaspokaja moje potrzeby. Ale skoro ma być Open Source to na całego:)
Jak zacząć? Preferuję tzw “rozpoznanie bojem”, czyli zainstalować, a potem zobaczymy jak będzie.
Na początku mamy dwie opcje:
- zainstalować jedną z dystrybucji GIS (czyli system razem ze sporą ilością już zainstalowanego softu). Do wyboru są: GIS-Knoppix, Host-GIS, Archeos, Arch Linux.
- zainstalować “gołego” linuxa i dograć do niego oprogramowanie.
Zdecydowałem się na drugi wariant, ponieważ “GIS oriented linux distributions” są rzadko aktualizowane i wersje tam zainstalowane są po prostu nieaktualne oraz są tam programy prawie martwe, których i tak nie będę używał (uDIG, Thuban). Poza tym sama instalacja też czegoś człowieka nauczy:)
Więc zainstalowałem najnowsze Ubuntu w polskiej wersji językowej o dźwięcznej nazwie “Karmelkowy Koliberek” (Poprzednie nazwy tez niczego sobie: Hoża Hawajka i Jurny Jarząbek), na wirtualnej maszynie (Virtual Box firmy Sun) i przez bardzo wygodny instalator pakietów Synaptic zacząłem instalować potrzebne mi oprogramowanie (QGIS, Postgis, GRASS, GDAL, Geoserver, Mapserver). Generalnie wszystko poszło bardzo gładko dzięki opisom na GIS Diary i osobistej pomocy autorki – Mel – w kilku kwestiach. Przydatny okazał się również wujek Google, gdzie można znaleźć odpowiedź na każde pytanie.
Okazało się, że Linux nie gryzie, instalacja oprogramowania, aktualizacja jest bardzo prosta, a wiersz poleceń jest na prawdę bardzo wygodny. Wszystko samo instaluje się gdzie trzeba i działa bez zarzutów. Polecam wszystkim jeszcze nie zdecydowanym, choćby po to, żeby bezproblemowo wykonywać ćwiczenia zawarte choćby w książce Desktop GIS -Mapping the planet with Open Source Tools.
Ocena
































Generalnie gratuluję. Linux rzeczywiście nie gryzie. Używam od 5 lat i nie jestem pogryziony. Wybór też dobry – zawsze lepiej zainstalować coś bardziej uniwersalnego i distro GISowe. Do tego ubuntu ma szybko i regularnie dostarczane aktualizacje oprogramowania.
No to witaj w klubie :) Mam dokładnie taką samą sytuację – siedziałem tylko w ESRI, a teraz odpalam (MS w konsoli pod Ubuntu) go tylko w awaryjnych sytuacjach jak czegoś przez dłuższy czas nie mogę wymodzić w OS. Ale czy Linux nie gryzie? Hmmm, widać zatem, że Ubuntu odniosło sukces :) Generalnie jeszcze dwa, trzy lata temu instalacja linuxa i zainstalowanie na nim czegokolwiek było koszmarem nie do przejścia (zależności). Ale od ponad roku posiadam laptopa bez Microsoft i ESRI. Siedzi na nim Koala, QGIS, PostgreSQL i GRASS. I chyba jak zauważyłeś słuszna to droga, – nie dalej jak wczoraj wieczorem instalowałem wg instrukcji Mel nakładkę postgis :-)